Dyzma.pl

Wizerunek publiczny, marketing polityczny, oceny polityków

Felietony

Tusk w Sejmie

Autor: redaktor Kategorie:

2009-05-11 11:04

Czwartkowa burza w sejmie o zawieszenie finansowania partii z budżetu państwa, w ostatecznym rozliczeniu wyszła Donaldowi Tuskowi na plus.
Chociaż propozycja PO została odrzucona, a część mediów zarzuciła premierowi populistyczną retorykę, efekt jest jednak zgodny z oczekiwaniami szefa rządu.
Dlaczego mu się to udało?

Nie ma czegoś takiego, jak magiczna siła Tuska. Jest po prostu dobrze wypracowany, konsekwentnie budowany wizerunek.
Owszem, pojedyncze medialne nawałnice mogą go nadwątlić, jednak prawdziwe strategiczne działanie PR to działanie długoterminowe, z doraźną korektą kursu.

Tymczasem większość jego konkurentów pojmuje kreowanie wizerunku nie w kategoriach Public Relations, ale publicity, czyli doraźnego zdominowania czołówek gazet i niemal stałego etatu w TVN24.

Donald Tusk jest dziś premierem, ponieważ umiejętnie odróżnił się od Jarosława Kaczyńskiego. Co więcej, wyborcy zostali postawieni przed faktem: albo Tusk, albo Kaczyński z gębą Leppera w moherowym berecie na głowie i teczką z IPN-u w ręce.

Wizerunek Tuska narzuca odbiór bezalternatywny, nie dający ze sobą polemizować.

Jak wyglądało to na przykładzie awantury o finansowanie partii?

1.Twarda retoryka Donalda Tuska to odpowiedź na zarzuty PiS, że pomimo kryzysu rząd nic nie robi. To także kolejna wolta odróżniająca od "języka miłości" PiS-u, a więc mająca na celu utrzymanie stałej odległości między partiami. Nawet jeśli miałyby zamienić się rolami funkcjonalnymi.

2.Mąż stanu musi mówić twardo, gdy kraj jest w niebezpieczeństwie. Wraz z objęciem prezydentury nawet Barack Obama porzucił retorykę amerykańskiego snu na rzecz powrotu do przyziemnego, purytańskiego etosu pracy.

W Chinach liderzy KPCh odeszli od kreślenia idei wielkich Chin z czasów igrzysk w Pekinie i zaczęli podkreślać konieczność spokojnego znoszenia trudów roku Bawoła.

Szefowie państw i rządów, którzy wraz z nastaniem kryzysu nie przyjęli twardej retoryki, stracili poparcie opinii publicznej.

Donald Tusk mógł zapewniać, że kryzysu w Polsce nie ma tak długo, jak długo nie było tego widać we wskaźnikach gospodarczych.
Gdyby dzisiaj dalej próbował przemawiać optymistycznym tonem narodowego pojednania, działania mogące budzić społeczny opór, jak np. cięcia budżetowe, przyciągnęłyby do Warszawy znacznie więcej grup zawodowych, niźli tylko górników.

3.Szukając winnych kryzysu, Polacy najczęściej obwiniają polityków. Nie mamy własnej Wall Street, a polskie banki nie upadają. Jeśli dodamy do tego rekordowo niski prestiż, jakim cieszy się zawód polityka czy parlamentarzysty, obwinianie polityków staje się całkowicie zrozumiałe.

Premier, choć sam jest politykiem, chce zająć miejsce po tej samej stronie barykady, co większość społeczeństwa.
Pierwszą odpowiedzią na nastroje społeczne, skierowaną przeciwko wyobrażonemu demonowi polityka i krwiożerczego kapitalisty w jednym, była krucjata przeciwko akcjom giełdowym parlamentarzystów PO po zamieszaniu wokół senatora Misiaka.

To kolejny dowód na to, że Platforma w ogóle, a przede wszystkim sam Donald Tusk - znalazł odpowiednią chwilę by wejść w buty PiS, tym samym zresztą wytrącając broń Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Ostre słowa Donalda Tuska wypowiedziane w czwartek z sejmowej mównicy to nic innego, jak sparafrazowanie języka Kaczyńskiego, czy nawet Andrzeja Leppera: jednak w sposób zamierzony.
Tusk może bowiem sobie pozwolić na populizm, ponieważ nie ma wizerunku populisty.
To jak niespodziewana obniżka cen w sklepie z garniturami od Armaniego: nie przestają być symbolem luksusu tylko dlatego, że przez jeden dzień kosztują o połowę taniej.
Zanim wszyscy zrozumieją o co chodzi, będzie po wyprzedaży, a ci co mieli kupić, zdążyli to zrobić.

4.Grożenie palcem. Premier grozi chciwym posłom zasiadającym w ławach Sejmu tak jak wygraża Jan Kowalski przed telewizorem, w porze wieczornych wiadomości.
Używa słów dosadnych, które od określeń przeciętnego wyborcy różnią się tylko tym, że nie trzeba było ocenzurować w telewizji. W końcu niedawne doświadczenia z Kamilem Durczokiem pokazały, że choć Polacy sami lubią przeklinać i czynią to na potęgę, nie podoba im się, gdy podobne słowa sypią się z ust tych "lepszych".

5.Fioletowy krawat. Po modzie na czerwone krawaty, Donald Tusk, jako trendsetter, wprowadza modę na fiolet. Z racji zbliżającego się Wielkiego Tygodnia?
Paradoksalnie - do pewnego stopnia tak. Ci Polacy, którzy najczęściej oglądają w telewizji "Trwam" w ostatnim czasie kapłanów we fioletowych szatach liturgicznych, automatycznie mogą zareagować na kolor krawata premiera.
Zareagować, czyli odebrać pozytywnie. Przenieść posłuch, jakim darzą księdza na premiera, który zresztą użył w tym momencie podobnej retoryki, także odnoszącej się do moralności i religii.

Poza tym fioletowy to kolor królewski. Niejako narzuca szacunek wobec osoby, której jest atrybutem. Jako rzadko występujący w przyrodzie, przypisuje swojemu "nosicielowi" wyjątkowość, a także kreatywność i moc innowacyjności.

Warto w końcu odnotować, że tego samego dnia fioletowy krawat na spotkanie z Barackiem Obamą założył... Dmitrij Miedwiediew.

Komentarze do "Tusk w Sejmie"

Dodaj swój komentarz»

2009-06-01 10:32

młody

tak, mówić to on potrafi...

2009-06-04 10:54

janne

najlepszy premier od czasow buzka

Dodaj swój komentarz

© 2009 Dyzma.pl - Dyzma.pl Wizerunek publiczny, Marketing polityczny .