Adam Bielan powiedział w radiu Tok FM, że Radosław Sikorski przegrał wyścig o fotel szefa NATO przez...Donalda Tuska.
Premier, zazdrosny o wysokie wyniki szefa MSZ w sondażach popularności, miał nienależycie przyłożyć się do promowania jego kandydatury.
Bieln stwierdził też, że atak Donalda Tuska na prezydenta Kaczyńskiego to tylko zasłona dymna, odwracająca uwagę od rzeczywistego winnego porażki Radosława Sikorskiego.
Prawda najczęściej leży pośrodku, ale tym razem ten środek jest jednak mniej po środku niż zazwyczaj: owszem, popularność Radosława Sikorskiego mogłaby zaszkodzić Donaldowi Tuskowi - przede wszystkim w kontekście wyborów prezydenckich, ale czyż istnieje lepszy sposób, by pozbyć się najgroźniejszego (bo popularniejszego) konkurenta, niż dać mu kopa w górę?
Strategicznie rzecz biorąc: Tuskowi nie opłacało się szkodzić Sikorskiemu.
Tymczasem spiskowe teorie Adama Bielana to powrót do retoryki PiS sprzed czasów słynnego kongresu i polityki miłości.
W czasach kryzysu snucie spisków jest tym niebezpieczniejsze, że wyborców przestraszyć jest łatwiej, a trudniej zbudować zaufanie.
Wyborów nie wygrywa się na strachu - Polacy nie chcą się bać. Bali się przez 50 lat PRL-u i wystarczy. Dlatego w ostatnich wyborach wygrała Platforma: wyborcy po prostu przestraszyli się PiS.
Adam Bielan, snując domysły i "obnażając" spiski - choć ziarno prawdy na pewno w nich tkwi - przedstawia siebie jako nieufnego, manipulującego spin-doctora, który nie mogąc pogodzić się z porażką swojego obozu, sieje zamęt u partii konkurencyjnej.
Za publicznymi wypowiedziami Bielana idzie też spadek zaufania dla branży medialnej i specjalistów od Public Relations, którzy jawią się przeciętnemu Polakowi po pierwsze - jako aktywni politycy, a po drugie - jako hochsztaplerzy bezwzględnie manipulujący "ciemnym ludem".
W Polsce panuje przekonanie, że politycy powinni być naturszczykami - nie kreowani w żaden sposób. To w końcu "jedni z nas".
Ci politycy, którzy starają się budować poprawne relacje z mediami i właściwą komunikację, są odsądzani od czci i wiary przez tych, którzy rzekomo się nie kreują.
Ten manifestacyjny brak kreacji to najczęściej kreacja negatywna. Jednak zgodnie z zasadami psychologii społecznej czy choćby NLP, każde zaprzeczenie, negacja i zakaz, wywołuje skutek zupełnie odwrotny.
Politycy i domorośli spin-doctorzy często oskarżając się nawzajem o "kreację" sami się kreują. Ale najczęściej - niestety dla nich - w sposób mało profesjonalny.