Jesteś tutaj:
Marek Migalski, politolog i dyżurny ekspert, a ostatnio - kandydat PiS do Europarlamentu, będzie kreował wizerunek tej partii. Pierwszy "sukces" - atakujący PO spot "By żyło się lepiej. Kolegom".
Migalski powiedział "Dziennikowi", że nie wie jeszcze, czym będzie się zajmował - podkreśla, że będzie bardziej doradzał, a nie decydował:
"Ja mam za mało doświadczenia, jestem teoretykiem, a pracuję z praktykami" -tłumaczył.
Sądząc po medialnej karierze samego Marka Migalskiego, jest on zdecydowanie lepszym spin - doktorem niż nieumiejący wykreować własnego wizerunku Michał Kamiński.
Migalski wydaje się rozumieć istotę Public Relations jako działania strategicznego i zna podstawową zasadę - zawsze być dostępnym dla mediów.
Zanim zdobył medialną sławę, sam wysyłał komentarze do mediów. Co więcej: pisał i mówił ciekawie, z sensem, zgrabnie. Nie trzeba było ciąć i montować. Wypowiadał się też na każdy związany z polityką temat: od wizerunku po analizę konkretnych problemów teoretycznych i prognozowanie międzynarodowe.
Marek Migalski był też dla mediów zawsze dostępny: odbierał telefony, nie odmawiał komentarzy.
Z czasem wyrósł na dyżurnego eksperta, zaliczającego turnee po wszystkich stacjach telewizyjnych i radiowych.
Sam wizerunek Migalskiego ucierpiał dopiero wtedy, gdy zaangażował się on w politykę.Ekspert i polityk to dwie wykluczające się kategorie - przynajmniej w powszechnym odbiorze: aktywność polityczna zabija bezstronność - podstawową zaletę (znowu - w odbiorze społecznym) telewizyjnych komentatorów.
Mimo wszystko, Marek Migalski umiał zbudować własny wizerunek, jako osoby poważnej, szanowanej i znającej się na rzeczy - w przeciwieństwie do Michała Kamińskiego.
Istnieje więc szansa, że PiS - deklaracyjnie odżegnujący się od marketingowej retoryki - zyska na zaangażowaniu Migalskiego w kreowanie wizerunku partii. Problem jednak leży w tym, że Jarosław Kaczyński bywa niecierpliwy. W nowym wizerunku "polityki miłości" wytrwał zaledwie kilka tygodni.
Spot "By żyło się lepiej. Kolegom" - anonsowany jako powrót do dawnej, agresywnej retoryki PiS, jest tylko pozornie powrotem do tego, co było.
Nie rzuca już irracjonalnych oskarżeń, czego dowodzi ostatnia publikacja "Newsweeka" o obsadzie stanowisk ludźmi PO w państwowych przedsiębiorstwach.
Można więc zaryzykować twierdzenie, że PiS chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: z jednej strony - mówić w miarę merytorycznie, nie atakować na oślep, z drugiej - mówić ostro, tak, jak życzyłby sobie tego tradycyjny elektorat tej partii, któremu nie podobał się Kaczyński łagodny jak baranek.
Marek Migalski wydaje się odpowiednią osobą do realizacji tej strategii - pod warunkiem, że prezes Kaczyński da mu czas i nie wyrzuci z partii przy pierwszej różnicy zdań
Tagi:
© 2009 Dyzma.pl - Dyzma.pl Wizerunek publiczny, Marketing polityczny .