Ogromna pewność siebie, bardzo subtelny głos, stonowany lecz elegancki styl oraz kilka rażących błędów językowych – tak najprościej można opisać niedzielny udział Lidii Geringer de Oedenberg (SLD) w „To był dzień” (Polsat News, 20.00).
Europosłanka komentowała zawetowanie przez Lecha Kaczyńskiego ustawy medialnej. I tutaj pojawił się najbardziej rażący błąd: NIEODMIENIANIE SŁOWA „WETO”. Mogliśmy więc posłuchać o „prezydenckim weto” czy też o losach „prezydenckiego weto”. A przecież każdy wie, że jeśli mowa o ustawie medialnej to tylko w świetle „prezydenckiego weta”.
Kolejnym tematem do dyskusji był wybór Jerzego Buzka na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Lidia Geringer de Oedenberg (posłanka do PE na drugą kadencję z rzędu) wyraźnie ożywiła się przy tym wątku. To zresztą nic dziwnego. Szkoda tylko, że jej wypowiedzi utrzymane były w tonie: „ja wiem najlepiej”. Przekonanie o własnej nieomylności nie jest najbardziej pożądaną cechą wśród polityków. W dodatku gdy do tego dochodzą przechwałki o wysokich stanowiskach. Ale kto lepiej nas pochwali, jeśli nie my sami?
Wszystko oczywiście okraszone zostało uśmiechem przylepionym do twarzy. Szkoda tylko, że sprawiał wrażenie nieszczerego.
Pani Lidii oczywiście gratuluję funkcji kwestora Parlamentu Europejskiego. Zajmując się finansami nie trzeba przynajmniej zastanawiać się nad deklinacją.