Jesteś tutaj:
Rząd się chwali.
500 dni sprawowania rządu minęło i Donald Tusk doszedł do wniosku, że czas najwyższy, by Polacy poznali jego sukcesy i dokonania.
W rolę tub propagandowych mają wcielić się posłowie PO. Tymczasem główną tubą jest Paweł Graś - rzecznik rządu, który sukcesami gabinetu Donalda Tuska poszedł chwalić się m.in. do "Dziennika".
Zaczyna od dementi, jakoby rząd świętował te 500 dni u sterów państwa. Jest kryzys, więc rząd nie świętuje. Ciastka na poczęstunek drogie, nawet w miarę tanie jabłka nie zachęcają do uroczystych obchodów: samych jabłek podać nie wypada, a cytrusy - "dla towarzystwa" - za drogie (bo importowane).
Graś stara się też wypaść bardziej jako obiektywny ekspert, niż rzecznik rządu. Na prośbę o ocenę, czy 301 ustaw rządu to dużo czy mało, Graś odpowiada: "Takie są po prostu fakty".
Inne "po prostu fakty" to 95 km autostrad - z zaplanowanych dziewięciuset (ale to dopiero przy okazji podsumowania na 3000 dni rządu).
Rzecznik rządu o planach nie chce rozmawiać, o porażkach też nie. Wychodzi więc na to, że może mówić tylko o sukcesach swojego szefa.
Przypomina to nieco sytuację "Nowego dnia" - dziennika wydawanego przez "Agorę", który na pierwszej stronie chciał zamieszczać przede wszystkim pozytywne informacje - nie epatujące przemocą i nie ociekające krwią. Jak skończył "Nowy dzień" - wiadomo.
Idąc do prasy, Paweł Graś powinien pamiętać, że dobre wiadomości trzeba umieć sprzedawać. Najlepiej w pakiecie z tymi gorszymi - zwłaszcza dla opozycji. Ewentualnie - czystą propagandę sukcesu można opakować w jakąś bardziej kontrowersyjną treść.
"Same fakty" nikogo nie obchodzą.
Poza tym - rzecznik jako człowiek rządu, powinien być po jego stronie - nie musi być bezstronnym arbitrem, więcej - nikt od niego tego nie oczekuje!
Podając "po prostu fakty" staje się skrzynką pocztową albo papieżem bardziej papieskim od papieża.
Rozumiem, że owo podkreślanie obiektywności prezentowanych faktów, ma oddalić od jego szefa zarzuty "mistrza marketingu" i zyskać wiarygodność wśród wyborców.
Nie tędy droga. Statystyki i wykresy z raportu mało kogo obchodzą - dziennikarzom nie chce się przez nie przebijać, chcą mieć wszystko podane na tacy, skomentowane, opracowane.
Cyframi w polityce łatwo manipulować. Znacznie trudniej natomiast - prawidłowo je odczytać w szerszym społecznie kontekście. Może więc zamiast posłów - kalkulatorów recytujących statystyki osiągnięcia rządów, parlamentarzyści powinni ruszyć w Polskę w ramach akcji: "Poczutaj mi (cyfry), pośle"?
© 2009 Dyzma.pl - Dyzma.pl Wizerunek publiczny, Marketing polityczny .